Zostałam poproszona o wykonanie strusiej pisanki ... tak tak... właśnie teraz :) Ucieszyłam się bardzo, bo uwielbiam je ozdabiać !!!
Motyw tej pięknej, serwetkowej róży idealnie wpasował się w zgrabną wydmuszkę, tło delikatnie pocieniowałam miętową zielenią i rozmytym, wyblakłym różem, chlapnęłam delikatnie kropeczkami miętowymi i w dole khaki. Boczny pasek w miętowym kolorze ubrałam w konturówkową koronkę, która jednocześnie jest owalną ramką dla motywu. Niesymetryczne niestety dziurki wykończyłam srebrną biżuterią.
Motywy różane wylakierowane na błysk Boną . Jedną stronę na koniec pociągnęłam trzykrotnie lakierem TRIPLE THICK DecoArt. Piszą, że nie zażółca.... hmmm, może jednak minimalnie... w każdym bądź razie na pewną zmiękcza i delikatnie, romantycznie obraz czyni zamglonym.
Trudno jest go położyć na większej powierzchni, trzeba szybkimi i energicznymi ruchami cieniutko go rozprowadzić na obłej powierzchni- jeśli położymy grubiej będą spływać nam "gluciki". Schnie błyskawicznie, już po 5-10 minutach można nakładać kolejną warstwę. Nie jest odporny na zarysowania i wgniecenia. Po 5 dniach schnięcia położyłam pisankę na ściereczce i odgniotła się kratka :(
Boczny pasek pisanki i koronka są matowe.
Nacykałam prawie 100 fotek i żadna mnie nie satysfakcjonuje ... jeśli uda się zrobić lepsze na pewno podmienię.
piątek, 5 września 2014
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Jej ogromność Dynia
Wiem... wiem.... że jeszcze nie pora ..., ale noce co raz chłodniejsze i bałam się, żeby nie przemarzły.... nasze pierwsze w życiu, wyhodowane "własnymi ręcami" dynie :)
Nigdy wcześniej nie widziałam i nie wyobrażałam sobie, jak ogromne, płożące, długie i silne pędy mogą wyrosnąć z dwóch małych nasionek !!! i jakie wielkie i zmyślne liście z tych pędów - niczym parasole osłaniające owoc od szkodliwych promieni słonecznych a jednocześnie ukształtowane w taki sposób, aby deszczówka spływała wprost do korzeni znajdujących się w pobliżu owocu- by w przypadku suszy mogły otrzymać jak najszybciej tak potrzebną im do rozwoju wodę. Właśnie... ścinając pędy mogłam zobaczyć jakie ogromne ilości wody przewodziły... woda wręcz się z nich wylewała przy cięciu sekatorem.
Owoców było bardzo dużo, niestety większość z nich padła łupem ohydnych ślimaków wrrrr.... jak ja ich nienawidzę !!! , wszystko mi pozżerały... pomidory, kwiaty liliowców, siewki szałwii, którą sobie posiałam, fasolkę szparagową...itp :(
Ale dynie, które się obstały są zachwycające :) Zobaczcie zresztą sami :)
Nigdy wcześniej nie widziałam i nie wyobrażałam sobie, jak ogromne, płożące, długie i silne pędy mogą wyrosnąć z dwóch małych nasionek !!! i jakie wielkie i zmyślne liście z tych pędów - niczym parasole osłaniające owoc od szkodliwych promieni słonecznych a jednocześnie ukształtowane w taki sposób, aby deszczówka spływała wprost do korzeni znajdujących się w pobliżu owocu- by w przypadku suszy mogły otrzymać jak najszybciej tak potrzebną im do rozwoju wodę. Właśnie... ścinając pędy mogłam zobaczyć jakie ogromne ilości wody przewodziły... woda wręcz się z nich wylewała przy cięciu sekatorem.
Owoców było bardzo dużo, niestety większość z nich padła łupem ohydnych ślimaków wrrrr.... jak ja ich nienawidzę !!! , wszystko mi pozżerały... pomidory, kwiaty liliowców, siewki szałwii, którą sobie posiałam, fasolkę szparagową...itp :(
Ale dynie, które się obstały są zachwycające :) Zobaczcie zresztą sami :)
Dobrze, że młodzież miałam akurat pod ręką, wnieśli dynie na taras, by na dzisiejszym pięknym słoneczku zahartowały sobie skórę, by mogły dłużej w dobrej formie być przechowywane do listopada- kiedy to będziemy sporządzać pyszną i pikantną zupę dyniową i dżemy dyniowo-pomarańczowo-imbirowe :)
Jedna będzie oczywiście ozdabiać wejście do domu :)))
***
Dwa tygodnie później ...
Postanowiliśmy jedną z wielkich dyń przerobić na zupę, sporą jej część zamrozić i równie sporą zaprawić do słoi. Mąż przystąpił do akcji...
Naszym oczom ukazał się piękny, soczysty, pomarańczowy miąższ...
a po kuchni rozszedł się zapach świeżego melona, który zwabił naszego domowego żarłacza :-)
Krojenie ogromnej dyni to spore wyzwanie... mąż poradził sobie znakomicie
Na sam koniec postanowił jednak upuścić sobie trochę krwi....
***
Witam serdecznie nowych obserwatorów
i dziękuję za mnogość komentarzy,
które zostawiacie - bardzo, bardzo się cieszę ,
że mnie odwiedzacie i zostawiacie ciepłe słowo... :)))
Miłego tygodnia Wam życzę !!!
czwartek, 21 sierpnia 2014
Herbaciarka biało-czarna
Taka sobie herbaciarka :) Zrobiłam ją dla mamy do jej nowego, nowoczesnego, biało-czarnego pokoju. Ociepliłam delikatnie patyną, aby zdjąć z niej surowe oblicze i dodałam broszkę, którą zalałam lakierem szklącym, tworząc menisk wypukły :)
sobota, 16 sierpnia 2014
Kolejne karteczki
Zgadnijcie , gdzie byłam wczoraj ? :)
Z radością stwierdzam, że moja wyobraźnia scrapkowa powoli się rozkręca, chociaż ... przyznam szczerze, że najbardziej w kolorach beżowo-turkusowych ... te leżą mi jak żadne inne :)
Trudno mi się przełamać i sięgnąć np. po zieleń ... , więc poszłam w fiolety i różowości z ociupinką soczystej i smakowitej zieleni, chyba wyszło nieźle ?
Z radością stwierdzam, że moja wyobraźnia scrapkowa powoli się rozkręca, chociaż ... przyznam szczerze, że najbardziej w kolorach beżowo-turkusowych ... te leżą mi jak żadne inne :)
Trudno mi się przełamać i sięgnąć np. po zieleń ... , więc poszłam w fiolety i różowości z ociupinką soczystej i smakowitej zieleni, chyba wyszło nieźle ?
Miłego weekendu !!!
czwartek, 7 sierpnia 2014
Sielski dzbanek z krową
Uwielbiam tą serwetkę ... i kiedy na pchlim targu wyszperałam stary dzbanek na herbatę czy mleko, od razu wiedziałam co z nim zrobię :)
Korciło mnie , żeby dodać napis "pij mleko", transfer nie wchodził w grę, bo chciałam mieć literki po idealnym łuku ramki, w której siedzi krowa. Z pomocą przyszła Olcia ... ze swojej "decopupagowej" szuflady wyczarowała najlepsiejszy szablon, jaki mógł mi się przyśnić. Sprawdził się na medal :)))
Korciło mnie , żeby dodać napis "pij mleko", transfer nie wchodził w grę, bo chciałam mieć literki po idealnym łuku ramki, w której siedzi krowa. Z pomocą przyszła Olcia ... ze swojej "decopupagowej" szuflady wyczarowała najlepsiejszy szablon, jaki mógł mi się przyśnić. Sprawdził się na medal :)))
środa, 6 sierpnia 2014
Dziecięca zawieszka
Machnęłam zawieszkę na drzwi do pokoju małego Oskara. Czterolatek zażyczył sobie jedną stronę morską - bo właśnie wrócił z pięknej Chorwacji, zachwycony morzem i jego żyjątkami :)
Już wiem, że się podoba :), mały co rusz przychodzi i zagląda czy zawieszka jest już gotowa, zostałam też najlepszą ciocią :)))
Już wiem, że się podoba :), mały co rusz przychodzi i zagląda czy zawieszka jest już gotowa, zostałam też najlepszą ciocią :)))
niedziela, 3 sierpnia 2014
Różane koło 2014
W przyszłości w różanym kole będzie stała metalowa pergola obsadzona clematisami, a na razie mam "motyla", którego lewe skrzydło zdobią róże Colette , a prawe Schneewittchen i lawenda.
Colette, nie wiem dlaczego zawodzi w pierwszym kwitnieniu, produkuje tysiące pąków, z których połowa gnije lub opada ( przypuszczam że to sprawka kwieciaka malinowca ) a z tych co zostaną rozwijają się małe i zdeformowane kwiaty. Za to drugie kwitnienie jest spektakularne ... kwiaty czarują ilością , wielkością, wypełnieniem, kolorem i cudnym zapachem :)
Schneewittchen kwitnie zawsze pięknie i bardzo obficie, z kolei ma problemy z mrozoodpornością, a co za tym idzie - z odpowiednio wysokim wzrostem. Nie często mam możliwość podziwiać krzak wysokości 1m.
Ten wyjątkowy rok sprawił, że nie tylko pierwsze kwitnienie przypadło wcześniej niż zwykle, ale i drugie...kwiaty rozwinęły się już pod koniec lipca , zamiast we wrześniu, jak to mają we zwyczaju :)
Zapraszam zatem na różany, biało-moreloworóżowy, cudnie pachnący spektakl :)
Colette, nie wiem dlaczego zawodzi w pierwszym kwitnieniu, produkuje tysiące pąków, z których połowa gnije lub opada ( przypuszczam że to sprawka kwieciaka malinowca ) a z tych co zostaną rozwijają się małe i zdeformowane kwiaty. Za to drugie kwitnienie jest spektakularne ... kwiaty czarują ilością , wielkością, wypełnieniem, kolorem i cudnym zapachem :)
Schneewittchen kwitnie zawsze pięknie i bardzo obficie, z kolei ma problemy z mrozoodpornością, a co za tym idzie - z odpowiednio wysokim wzrostem. Nie często mam możliwość podziwiać krzak wysokości 1m.
Ten wyjątkowy rok sprawił, że nie tylko pierwsze kwitnienie przypadło wcześniej niż zwykle, ale i drugie...kwiaty rozwinęły się już pod koniec lipca , zamiast we wrześniu, jak to mają we zwyczaju :)
Zapraszam zatem na różany, biało-moreloworóżowy, cudnie pachnący spektakl :)
i ogrodowi goście
Miłego, niedzielnego popołudnia !!!
sobota, 2 sierpnia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































